PKB Polski w trzecim kwartale wzrósł o 3,8 proc. rok do roku - Główny Urząd Statystyczny zrewidował właśnie w górę swój wstępny odczyt sprzed dwóch tygodni (z 3,7 proc.). W poprzednim, drugim kwartale gospodarka urosła o 3,3 proc.
Chcesz poznać innowacyjne funkcje zegarka Garmin fēnix® 8 Pro?
Kluczowa jest struktura tego wzrostu, której wcześniej nie znaliśmy. Do tej pory, przez wiele kwartałów, wzrost produktu krajowego brutto napędzała nam głównie konsumpcja prywatna. I nadal tak jest, ale wygląda na to, że gospodarka na poważnie odpaliła drugi duży silnik - inwestycje. Jak wskazuje GUS, popyt krajowy był głównym czynnikiem wzrostu PKB, w tym popyt konsumpcyjny zwiększył się o 3,5 proc., a inwestycyjny aż o 7,1 proc. rok do roku. "Tak jak przypuszczaliśmy, inwestycje w Q2 zanotowały poniekąd wypadek przy pracy, a dane za Q3 są tylko tego potwierdzeniem. Rozpęd inwestycji powinien być szybki i nieliniowy, czyli tak jak zwykle" - skomentowali ekonomiści mBanku.
W opublikowanym dziś odczycie nie brakuje zaskoczeń. Poza tym, że nominalnie PKB rósł lekko szybciej, niż podawał Urząd w pierwszym szacunku, struktura tego wzrostu okazała się także inna od spodziewanej. Konsumpcja prywatna zwiększyła się słabiej, niż się spodziewano (miało być +4,5 proc.), a inwestycje znacznie mocniej (oczekiwano +4,3 proc.). Do tego ekonomiści Pekao SA wymieniają jeszcze dwa czynniki: "konsumpcja publiczna dołożyła 1,5 pkt. proc. do wzrostu, nie wiadomo za bardzo dlaczego" oraz eksport i import wzrosły o 6 proc. r/r - niezły wynik przy słabym popycie głównych partnerów handlowych PL".
Eksport netto dał pozytywnie wpłynął na wzrost PKB pierwszy raz od początku zeszłego (2024) roku. W dodatku przyspieszył najmocniej od początku 2023 roku. "To wszystko w momencie wyraźniejszego przyspieszenia inwestycji, które z reguł są mocno importochłonne. Kto wie, być może popyt zagraniczny obudzi się szybciej niż sądzono" - piszą eksperci mBanku.
To wszystko dokłada się do wizerunku ekonomicznego Polski jako Goldilocks economy - gospodarki Złotowłosej. To określenie jest odwołaniem do brytyjskiej bajki o dziewczynce, która trafia do domku zamieszkałego przez trzy misie. Pod ich nieobecność sprawdza, która z trzech porcji owsianki jest najsmaczniejsza, które krzesło i które łóżko najwygodniejsze. Wybiera opcje "w sam raz". W przypadku gospodarki oznacza to taką, która nie zbyt gorąca, ani nie za zimna, rośnie wyraźnie, ale się nie przegrzewa. Taka, w której wzrostowi PKB nie towarzyszy wzrost inflacji, a bezrobocie jest niskie i stabilne.
"Wiele wskazuje, że w kolejnych kwartałach utrzyma się równie solidna dynamika PKB" - uważają ekonomiści PKO BP. A inflacja nam nie tylko nie rośnie, ale spada, i to do poziomu, który już jest de facto poniżej środka celu NBP. Zaledwie w piątek dowiedzieliśmy się, że w listopadzie (to wstępny, tak zwany szybki szacunek GUS) zmniejszyła się do 2,4 proc. rok do roku z 2,8 proc. w październiku.
W tę narrację wpisuje się także świeży (z dzisiejszego - 1 grudnia - poranka) odczyt indeksu PMI dla przemysłu za listopad. To tak zwany wskaźnik wyprzedzający koniunktury, wskazujący, w jakiej kondycji i nastrojach jest sektor przemysłowy w Polsce. Wzrósł do 49,1 pkt z 48,8 pkt w październiku. Wprawdzie to wciąż poniżej poziomu 50 pkt, oddzielającego rozwój sektora od hamowania, jednak produkcja spada najwolniej od maja, a nowe zamówienia najwolniej od kwietnia. Do tego zamówienia eksportowe wzrosły po raz pierwszy od marca. Zmniejszyła się też presja na na wzrost kosztów i cen wyrobów gotowych. "Dzisiejszy PMI także pokazuje 'nisko-inflacyjny' wzrost gospodarczy (Goldilocks economy), wolne odbicie przemysłu i wciąż słaby rynek pracy oraz spadek presji cenowej" - skomentowali ekonomiści ING.
I jeszcze akapit dla tradycyjnego już pytania - jak te dane mogą wpłynąć na decyzję Rady Polityki Pieniężnej ws. wysokości stóp procentowych? RPP zbiera się jutro na grudniowym posiedzeniu, ogłoszenie ruchu (lub jego braku) w środę. W największym skrócie, raport o strukturze PKB daje kolejny argument za tym, że chociaż gospodarka rośnie coraz szybciej, to nie pociąga to za sobą wzrostu inflacji - wystrzału w konsumpcji nie widać. A to znaczy, że w teorii stopy można ciąć. Jeszcze całkiem niedawno niewielu się tego spodziewało, teraz to już konsensus: w środę stopy procentowe powinny spaść o 25 punktów bazowych, w tym główna do poziomu 4 proc.